Pendolino spod Tatr

Od grudnia czeskie Pendolino jeździ ze słowackich Koszyc do Pragi, oferując najkrótszy w historii czas przejazdu. Niedawno jechałem nim spod Tatr.

Trasę o długości 705 km, łączącą oba miasta, pokonuje w 7 godzin 29 minut. Jest to czas przejazdu nieosiągalny dla samochodów ze względu na niedokończoną sieć autostrad, odcinki górskie oraz … wysokie mandaty za przekroczenie prędkości w obu państwach.

Czeskie Pendolino 680 (o jedną generację starsze od naszego)  jeździ od roku 2003. Kiedy było oddawane do użytku, stało się obiektem jeszcze większej medialnej nagonki niż Pendolino w Polsce. Zarzucano mu, że jest drogie oraz, że czeskie tory nie są dostosowane do jego prędkości maksymalnych. Sytuacji nie ułatwiał fakt, że pierwszej zimy liczne były usterki unieruchamiające pociągi (zaśpiewał o nich nawet Jaromír Nohavica), przy których polskie wdrożenie można uznać za wzorcowe. Niemniej po pokonaniu chorób dziecięcych Koleje Czeskie twierdzą, że są to ich najbardziej niezawodne pociągi.

DSCF0247-2

Do Pendolino wsiadłem na dworcu Poprad-Tatry, stacji początkowej większości moich podróży do Czech i Austrii. Powrotny bilet z miejscówkami w relacji Poprad-Ołomuniec-Poprad, zakupiony na 15 minut przed odjazdem pociągu, kosztował 36,7 euro (około 155 złotych). Ale co ciekawe, kupując miejscówkę w Czechach, dostałem voucher na obiad, o wartości 100 koron czeskich (około 15 złotych).

DSCF0010

Pierwsze wrażenie po wejściu do pociągu jest takie, że jego projektanci byli najpewniej niespełnionymi projektantami samolotów:

DSCF0026

DSCF0043

W momencie oddania do eksploatacji był to bardzo nowoczesny skład. Z perspektywy lat można powiedzieć, że jego design nie zdezaktualizował się i wciąż może się podobać:

DSCF0031

DSCF0023

Podczas podróży można korzystać z portalu pokładowego, oferującego nie tylko połączenie z wifi, ale również możliwość czytania e-booków, posłuchania muzyki, zamówienia jedzenia, a nawet zagrania w gry.

DSCF0049

Tak jak uwielbiam w polskim Pendolino Chopina puszczanego przed odjazdem, tak samo bajkowo brzmią zapowiedzi stacji w Czechach, poprzedzone niezidentyfikowanym utworem symfonicznym:

Jadąc tym składem łatwo zauważyć różnicę między kolejami słowackimi a czeskimi. Na czeskim odcinku pociąg jedzie pełny, na słowackim frekwencja jest podobna jak w polskich pociągach. Na czeskim fantastycznie działa mechanizm wychylnego pudła, dzięki któremu na znacznym odcinku pociąg jedzie rzeczywiście 160 km/h. Na Słowacji wychylne pudło robi wrażenie jakby nie działało, a pociąg jedzie z taką samą prędkością, jak zwykłe składy wagonowe.  Pocieszeniem były przepiękne widoki na góry:

DSCF0137

DSCF0190

DSCF0231

Zbliżając się do Ostrawy, z głośników była puszczana zapowiedź, że u obsługi pociągu można kupić bilety na ODIS – zintegrowany system transportowy województwa morawsko-śląskiego. Natomiast w wagonach wisiały reklamy, informujące o programach zniżkowych ČD Tatry i ČD Ski, przeznaczonych dla turystów i narciarzy.

DSCF0024

Ciekawostką dla jadących po raz pierwszy są tablice z nazwami stacji w dwu językach na czeskim Śląsku Cieszyńskim:

DSCF0107

W podróżach kolejowych uwielbiam, że czas podróży nigdy nie jest stracony. Można na przykład czytać interesujące książki:

DSCF0119

Ucieszyło mnie, kiedy z okien pociągu zobaczyłem urzeczywistnienie postulatów z kampanii „Tiry na tory” czyli jednostki intermodalne (potocznie mówiąc: kontenery) dowożone na terminal przeładunkowy ciężarówką i dalej przewożone pociągiem. Jeden pociąg z kontenerami to do 80 tirów mniej na drogach!

DSCF0050

DSCF0243

Chciałbym, żeby po wybudowaniu linii przez Podłęże, o którą zabiegamy w naszej kampanii, można było dojechać do Zakopanego równie komfortowym składem. W celu przekonania pasażerów do powrotu na kolej, konieczne jest zapewnienie dobrego czasu przejazdu, atrakcyjnej ceny, dużej częstotliwości kursowania pociągów, a także zatroszczenie się o takie „szczegóły”, jak cichy wagon, w którym nie wolno rozmawiać przez telefon.

Marzy mi się, żeby polskie Pendolino, wyjeżdżając z Trójmiasta, jadąc przez Warszawę i Kraków, przyjeżdżało dwa razy dziennie do Zakopanego. Jedno o 12 (z porannym wyjazdem z Gdańska i Warszawy), drugie o 22 (wyjeżdżające z tych miast już po godzinach pracy). Przy zapewnieniu czasu przejazdu 3:45 z Warszawy oraz 6:10 do Gdańska, do Zakopanego zaczną przyjeżdżać turyści weekendowi, którzy dziś nie biorą tego nawet pod uwagę – osoby ciężko pracujące, których ostatnim marzeniem po długim tygodniu pracy jest stanie w korkach w drodze pod Tatry.

Piotr Manowiecki